Iwo Nowak - BLOG

O autorze ↓

Od Dyskobola do fitnessu – moje refleksje z Grecji

Wyjazd do Grecji planowałem od dłuższego czasu. Nigdy nie kusiły mnie rozgrzane plaże Zakynthos czy Santorini. Są urokliwe, ale same widoki to dla mnie za mało. Zawsze bardziej interesowała mnie kultura, dlatego wybrałem Grecję nieco poza sezonem. Niestety wcześniejsze relacje przyjaciół o nieczynnych bankomatach albo informacje z telewizji o zalewie imigrantów spowodowały, że drastycznie skróciłem czas zaplanowanej wycieczki. Ograniczyłem się do krótkiej wizyty w Atenach, aby zobaczyć najważniejsze starożytne zabytki. Nie żałuję, bo oprócz niesamowitych wrażeń, wyprawa zaowocowała inspirującą refleksją, którą chciałbym się podzielić.

Mimo, że pogoda jest bardziej przyjazna niż w Polsce (średnie temperatury nawet w styczniu nie schodzą poniżej 10o), sporo czasu spędziłem w zamkniętych pomieszczeniach – głównie muzeach. Szczególnie Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach okazało się miejscem, do którego na pewno jeszcze wrócę, bo niestety z powodu remontów część kolekcji była niedostępna. Muzeum jest podzielone na części chronologicznie: od okresu archaicznego do czasów rzymskich. Cóż takiego mają w sobie te (w dużej mierze) wykopaliska? Brązowy posąg Posejdona rzucającego trójzębem, Nike z Delos czy maska Agamemnona przykuły moją uwagę. Dopiero widząc je w ich rzeczywistym kształcie, a nie na zdjęciu, poczułem, że grecka sztuka jest mi niezwykle bliska. Miałem wrażenie, ze dzielące mnie jako odbiorcę tysiące lat, wcale mi nie przeszkadzają, ta sztuka jest wręcz współczesna. Dlaczego?

Niby o tym, że starożytna Grecja jest kolebką naszej cywilizacji uczymy się w szkole, wystarczy wspomnieć ustrój demokratyczny, filozofię, teatr. O literaturze i sztuce, a także o pochodzeniu igrzysk olimpijskich zazwyczaj wspominamy na końcu. Tymczasem właśnie w Grecji, podziwiając kolejne sale wypełnione antycznymi wazami, posągami i fragmentami płaskorzeźb zauważyłem, że tym, co do mnie naprawdę przemawia, jest realizm postaci i ich cielesność, która choć często wyeksponowana, nie razi niestosownością. Posągowa uroda Kariatyd i atletyczne sylwetki herosów w Muzeum Akropolu budzą raczej czysty zachwyt. Oczywiście zwróciłem uwagę na to, co pani od historii sztuki próbowała mi wpoić na wykładach: dostrzegłem harmonię, proporcje, dążenie do równowagi, ale przede wszystkim – zauważyłem to, co aż rzucało się w oczy, czyli holistyczne podejście do człowieka. Arystotelesowska kalokagatia zakładała równowagę między pięknem fizycznym i duchowym, wiążąc się z przekonaniem, że bez jednego, drugiego nie ma. Setki lat europejskiego dualizmu w sztuce (związanego z przekonaniem, że ciało jest siedliskiem żądz, więc jego potrzeby trzeba marginalizować) zaowocowały tym, że to poczucie równowagi straciliśmy – jak się okazuje, na szczęście nie bezpowrotnie. Dzisiejsze dążenie do szczupłej, wysportowanej sylwetki i godziny spędzane na siłowni, czy podczas zajęć fitness nie są po prostu modą, która przyszła do nas z Ameryki, ale konsekwencją powrotu do źródeł naszej europejskiej kultury – właśnie do Grecji. Siedząc za biurkiem w pracy i wykonując pracę umysłową, ludzie czują potrzebę rozwoju fizycznego. Starożytni umiejętnie dzielili swój czas pomiędzy te sfery, a atletyczna, umięśniona sylwetka była wyznacznikiem rycerskości i była ceniona na równi ze szlachetnym charakterem. Zapewnienie sobie zdrowia traktowano jako jeden z koniecznych elementów dążenia do doskonałości.

Tę zależność można też zaobserwować, zwiedzając stadion Panathinaiko, który liczy ponad 2300 lat. Robi wrażenie rozmiarem – mógł pomieścić 80 000 widzów. To tutaj można w pełni odczuć ducha zawodów. Przechadzając się po trybunach czy zwiedzając tunele, można słuchać o hoplites biegających w pełnym uzbrojeniu i dyskobolach, samemu nabierając kompleksów. Nie wiem, czy moją pracą nad górnymi partiami, bicepsem i ramionami mógłbym się przy nich pochwalić. Intensywny trening, któremu się poddawali, jeszcze przede mną. W każdym razie – zyskałem dodatkową motywację do ćwiczeń, która napędza mnie do dziś.

Wracając do hotelu, musiałem pokonać zatłoczone, brudne ulice, na których turyści pozostawiają każdego dnia swój widzialny ślad w postaci papierów i plastikowych opakowań. W Atenach jest też wielu bezdomnych, a slumsy w samym śródmieściu to coś, do czego trudno się przyzwyczaić. Grecja jest zaśmiecona. Ludzie żyją z turystyki, więc zachowują się, powiedzmy: jak nasi górale pod Gubałówką. Za to ich twarze – często bardzo szlachetne w wyrazie, przywodzą na myśl wspomnienie bohaterów mitów czy „Iliady". To buduje przekonanie, że kultura starożytnej Grecji przetrwała nie tylko w ruinach, ale jest stale obecna. Właśnie w Grecji uświadomiłem sobie, że aby ją przywołać, mogę nie tylko powrócić do lektury mitologii, ale też wybrać się na siłownię.
Trwa ładowanie komentarzy...