Trudno się nie zgodzić z fotografiami – w końcu dokumentują rzeczywistość. Jako łodzianin muszę jednak zwrócić uwagę na ich kontekst i wyjaśnić, dlaczego tekst jest tak bardzo niesprawiedliwy.
Po pierwsze: autor wysuwa wnioski na podstawie godzinnego spaceru ulica Piotrkowską. Prawda – to najbardziej znana ulica, ale trudno na jej podstawie opisywać całe miasto. Tym bardziej, że remont jej nawierzchni (który wiązał się z koniecznością uprawiania slalomu między dziurami w ziemi a kałużami błota) praktycznie odciął łodzian od tutejszych lokali i dlatego przetrwali tylko najsilniejsi najemcy. To przejściowy efekt uboczny wielkiego remontu Łodzi, który trwa od 2013 roku i choć w najgorszych momentach miasto było praktycznie sparaliżowane, to efekty już widać. Przeobrażenie poczwarki w motyla ma zakończyć się w przyszłym roku (można będzie to sprawdzić: przyjechać szybkim pociągiem na nowiutki Dworzec Fabryczny), jednak już teraz możemy mówić o tym, co udało się odrestaurować i co nowego wyróżnia Łódź spośród innych miast. A zatem zapraszam na spacer – oczywiście w fotograficznym skrócie:
Zaczniemy od serca miasta – dawnego imperium włókienniczego Izraela Poznańskiego. W jego domu dziś mieści się Muzeum Miasta Łodzi. Niektórzy nazywają pałac łódzkim Luwrem – oto dlaczego:
W fabryce Poznańskiego powstała Manufaktura – centrum rozrywkowo-kulturalno-handlowe na 27 hektarach: z muzeum, restauracjami, kinem, klubami, teatrem i fontannami, a wszędzie słychać ludzi mówiących w różnych językach:
Z Manufaktury spacerem możemy przejść na Piotrkowską – szkoda, że autor tekstu nie zboczył nieco z utartego szlaku, bo zobaczyłby na przykład unikalny Pasaż Róży pod nr 3. Szkiełka lustrzanej mozaiki tworzą niesamowity widok:
Po drodze natknąłby się na jeden z pierwszych łódzkich murali – i tak jak łodzianie, mógłby się zastanawiać: czy to łasice, czy fretki?
Gdyby przeszedł parę kroków dalej, trafiłby na Plac Wolności, który był sercem dawnej Łodzi. Kościół św. Ducha oświetlony w czasie festiwalu Light Move Festival stał się jedną z rozpoznawalnych wizytówek Łodzi:
Tutaj też znajduje się unikalna Dętka, czyli Muzeum Kanału – odnowiony fragment najstarszej sieci wodociągów:
Spacerując Piotrkowską koniecznie trzeba skręcić na woonerf przy 6 Sierpnia, czyli podwórzec miejski, który od dwóch lat pełni w Łodzi podobną funkcję co sopockie molo:
Kierując się na południe, trafimy do OFF Piotrkowska, gdzie w podwórku starej fabryki znajdują się najbardziej awangardowe kluby, galerie i restauracje. Nie na darmo Łódź nazywana jest hipsterem miast. W weekendy na OFF-ie można spotkać wielu celebrytów ze stolicy, doceniających smak polików wołowych lub spaghetti z selera i kupujących dizajnerskie torby od łódzkich projektantów:
Teraz wsiadamy do taksówki, albo po łódzku – do rikszy lub tramwaju i jedziemy na Księży Młyn, bo to ewenement na skalę europejską, jeden z najlepiej zachowanych zabytków industrialnych: kompleks fabryczny z domami dla robotników, szpitalem, strażą pożarną, sklepami itp. Jego sercem jest Pałac Herbsta – właśnie oddany po remoncie:
W dawnych domach robotników otwierają się galerie i awangardowe kawiarnie, a fabryka zamieniła się już w ekskluzywne lofty – to tutaj mieszkania wykupili warszawscy celebryci, którzy lubią spędzać weekendy na OFF-ie:
Całkiem dobrze prezentuje się też Łódzka Strefa Ekonomiczna, gdzie biura, hale i magazyny bynajmniej nie świecą pustkami – wbrew opinii malkontentów o tym, że po 1989 roku Łódź podupadła gospodarczo i już się nie podniesie:
Klimat przemysłowego miasta podkreśla pobliskie centrum EC1 – kiedyś była to zrujnowana elektrociepłownia, dziś powstaje tu Centrum Nauki i techniki, kino 3D, restauracje:
Po sąsiedzku mieści się słynna łódzka Filmówka, którą z sentymentem wspominali Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Jan Machulski. Zaraz obok znajduje się jedyne w Polsce Muzeum Kinematografii. W pobliskim studiu SEMAFOR powstawały bajki naszego dzieciństwa. O ich popularności świadczy fakt, że z Uszatkiem na Piotrkowskiej robią sobie zdjęcie wszyscy:
Warto kontynuować spacer. Łódź w XIX wieku była miastem czterech kultur: rozwijające się imperia włókiennicze Poznańskiego czy Scheiblera przyciągały nie tylko Polaków, ale też Niemców, Żydów i Rosjan. Pozostałości wielokulturowości można zobaczyć i dziś. Tak prezentuje się na przykład cerkiew św. Aleksandra Newskiego:
Wybrałem perełki – to fakt. Nie pokazałem rozkopanych torów i kamienic do rozbiórki – też prawda. Ale to już zrobili moi poprzednicy. Mnie zależało na tym, aby oddać zmieniającej się Łodzi głos. I nie jestem w tym sam. Świadczy o tym fakt, że do miasta przyjeżdża coraz więcej turystów – najwyraźniej nie odstrasza ich sianie defetyzmu. Powstaje coraz więcej hoteli, a lotnisko obsługuje coraz więcej międzynarodowych połączeń. Miasto się rozwija, a właściwie – przepoczwarza. Na razie nie jest idealnie, ale bądźmy szczerzy – jest co zobaczyć.
Tym bardziej zapraszam do Łodzi.
